Jest to trzecia i ostatnia część tematu nieproszonych rad. W pierwszej części omówiłam, dlaczego jest to forma przemocy i co tak naprawdę kryje się za takimi poradami. W drugiej pokazałam, jak można prawdziwie pomagać innym. A w ostatniej zajmiemy się kulturowym źródłem takich zachowań oraz sposobem reakcji na nie. Czyli pytanie: Dlaczego niektóre kultury czy środowiska są bardziej skłonne wkraczać w przestrzeń innych ludzi?

1. Indywidualizm vs kolektywizm

By zrozumieć procesy psychologiczne, nieraz niezbędne jest zagłębienie się w historię świata, a głównie Europy w tym przypadku. Indywidualizm to „poczucie niezależności i odrębności osobistej oraz dążenie do zachowania własnych poglądów” (słownik języka polskiego PWN). Indywidualizm jest ważnym elementem liberalizmu. Liberalizm pochodzi od słowa liber (łac.), oznacza wolny. A wolność to najważniejsza jej wartość. Liberalizm miał swój początek w XVIII w. w epoce oświecenia, głównie w Wielkiej Brytanii (Wojna Domowa w Anglii), Francji (Rewolucja francuska) i USA (Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych). Warto wspomnieć, że już ponad 500 lat wcześniej od oświecenia w 1215 r. w Anglii wydana została przez króla Magna Carta – Wielka Karta Swobód. Nadawała ona właścicielom ziemskim prawo oporu przeciwko królowi, a obywatelom gwarantowała wolność osobistą. Obecnie liberalizm społeczny dominuje w zachodniej części Europy i USA (choć wiele stanów pozostaje mocno konserwatywnych).

Przeciwieństwem indywidualizmu jest kolektywizm, który jest częścią konserwatywnych poglądów, powstały w odpowiedzi na oświeceniowy indywidualizm. Kolektywizm zakłada, że dobro zbiorowości jest ważniejsze od dobra poszczególnych jednostek. Kładzie też duży nacisk na tradycyjne wartości, takie jak naród, religia, rodzina, autorytet, hierarchia.

Geert Hofstede – psycholog społeczny, przeprowadzający badania nad kulturami, zauważył silną korelację między poziomem zamożności kraju a jego poziomem indywidualizmu. Większy indywidualizmu występuje w krajach zamożnych, a mniejszy w krajach ubogich. Wskaźnik indywidualizmu dla Polski wynosi 60 na 100, dla porównania w Wielkiej Brytanii 89, Stanach Zjednoczonych 91.

nieproszone rady zrodlo kulturowe

Polskie społeczeństwo, pomimo rozwoju gospodarczego, uparcie trzyma się kolektywizmu, gdzie nadal religia, obyczaje i członkowie rodziny mają decydujący wpływ na życie jednostki. Choć gdy porównuję taką Polskę z Armenią, Chinami czy Brazylią to jawi się w moich oczach jako kraina wolności i marzeń. Jednak na tle liberalnych społecznie państw – Wielka Brytania, Skandynawia czy Holandia – wypada marnie.

Sam Witold Gombrowicz, jeden z moich ulubionych Polaków, był silnym indywidualistą i próbował swoich rodaków tego nauczyć:

„Siła zbiorowa (…) odbywa się kosztem jednostki. (…) A zatem moje pragnienie ‘przezwyciężenia Polski’ było jednoznaczne z chęcią wzmocnienia naszej indywidualnej polskości. Chciałem po prostu aby Polak przestał być wytworem wyłącznie życia
zbiorowego – i ‘dla’ życia zbiorowego. Chciałem go uzupełnić. Zalegalizować jego drugi biegun – biegun życia indywidualnego – i rozpiąć go między tymi dwoma biegunami. Chciałem go mieć między Polską a jego własnym istnieniem – bardziej dialektycznego i antynomicznego, świadomego swojej wewnętrznej sprzeczności i umiejącego wyzyskać ją dla rozwoju”.

Zauważcie, że Gombrowiczowi chodziło o wprowadzenie harmonii, nie o egocentryzm. Większy szacunek wobec własnej odrębności i przestrzeni jest jednoznaczny z poszanowaniem terytorium innych ludzi. W Polsce często tego szacunku brakuje, zatem łatwo jest wejść z butami w sprawy innych ludzi i imputować im swój model na życie. Istnieje przyzwolenie na to na poziomie mikro – kiedy Pani na ulicy mówi nam, jak ubierać swoje dziecko, jak i na poziomie makro – gdy rodzice nie akceptują autonomii swoich dorosłych dzieci i próbują wpływać na ich życiowe decyzje na temat studiów, pracy czy związków.

Dla odmiany, w Anglii indywidualizm i prywatność jest czymś niemalże świętym. Dzieci od maleństwa są uczone samodzielności i poszukiwania własnej unikalnej drogi życiowej. Na ulicach Londynu zimą regularnie spotykam kobiety w futrze i sandałach bez rajstop (nie tylko w weekendy) i nikt tu nawet się nie ośmieli „uświadamiać” jej, że mogłaby zmarznąć. Tu radzenie lub pomaganie innym bez proszenia jest po prostu nietaktem.

Rzecz jasna, każda z tych podejść może mieć swoje wady. Nie należy rozumieć indywidualizmu czy kolektywizmu w sensie absolutnym. Wierzę, że można z powodzeniem łączyć nasze prawo do wolności i prywatności i jednocześnie być częścią jakiejś grupy (rodziny, organizacji czy świata), o którą się troszczymy i dbamy o wspólne dobro.

Dopisek: Wspólnotami wyjątkowo kolektywistycznymi są wszelkiego rodzaju sekty, cechujące się autorytarną władzą i silną hierarchią. Udzielanie nieproszonej pomocy przez członków ugrupowania jest czymś naturalnym i wręcz pożądanym. Dyskutowanie lub nie przyjmowanie rad jest uznawane za przejaw pychy i arogancji. A właściwa postawa polega na wyrażaniu wdzięczności i na pozwalaniu, by każdy mógł mieszać się w najbardziej intymne sfery czyjegoś życia. Obyśmy znajdowali siebie jak najdalej od takiej tyranii…

Drugi i trzeci powód wynikają z pierwszego: w indywidualnym społeczeństwie ludzie są partnerami niezależnie od wieku oraz każdy zajmuje się głównie sobą. Ale omówmy to szerzej.

2. Autorytet (wieku)

nieproszone rady zrodlo kulturowe

Jedną z wartości konserwatywnych jest autorytet i hierarchia, gdzie bezpieczeństwo jest przedkładane ponad wolność jednostki. Zresztą to odwieczny dylemat, na który trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Jednak najczęściej zgadzam się z Benjaminem Franklinem, który rzekł:

„Ci którzy rezygnują z wolności w imię odrobiny tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługują na żadne z nich”.

Większość z nas zna(ł) tylko świat autorytarny – dom, szkoła, praca, religia, państwo. Wszystkie te sfery najczęściej są oparte na zhierarchizowanym systemie. Zatem na dorosłość podświadomie szukamy kierownictwa innych, nie widzimy problemu, by stale kogoś się słuchać  – rzekomo mądrzejszych od nas. A gdy dostajemy odrobinę wolności, to nie wiemy, jak się z nią obchodzić, gubimy się, tracimy poczucie bezpieczeństwa. Co jest zupełnie zrozumiałe. Sama spędziłam 25 lat, przeskakując z jednej mentalnej niewoli do drugiej. To było takie bezpieczne, stabilne i pewne. Gdy odzyskałam autentyczną wolność (czego owocem jest m. in. ten blog), poczułam wielką ulgę i sprawczość, ale jednocześnie lęk i wiele pytań, jak teraz żyć. Jednak myślę sobie, że to jest właśnie sedno dojrzałego i świadomego życia – wolność i odpowiedzialność i związane z nią tysiące pytań, na które stale poszukuje się odpowiedzi. Nawet do końca życia. Im głębiej badam, tym więcej rzeczy nie wiem. Nieustanne poszukiwania, wątpliwości i niepewność same w sobie są wartością. Oczywiście jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy pomocy innych ludzi. Jednak jest różnica między autorytetem społecznie narzuconym, którego celem jest wymusić posłuszeństwo, a autorytetem samodzielnie wybranym – ludźmi, którzy nas uczą, inspirują, ale też stwarzają przestrzeń do dyskusji i niezależności.

W kulturach kolektywistycznych dużym „ułatwieniem” w kontekście udzielania niechcianych rad stanowi autorytet wieku. Chociażby nakaz do dzieci: „Szanuj starszych” pokazuje, jakoby starsi zasługiwali na większy szacunek tylko ze względu na swój wiek. Tymczasem wszyscy jesteśmy równi i mamy jednakową wartość jako ludzie. Dzieci traktowane z godnością i uznaniem w sposób naturalny uczą się traktować wszystkich tak samo. Również już jako dorośli ludzie. Ja, dla równowagi, odwróciłabym na jakiś czas wspomnianą sentencję i zaczęła uczyć starszych – dorosłych: Szanuj dzieci. Trudno zaprzeczyć, że przez niezdrową kulturę większość z nas w tej kwestii niedomaga.

Hierarchia, czyli autorytet pozycji – gdy nauczyciel, rodzic, pracodawca tylko ze względu na swoją rolę ma większe prawa do nas, co automatycznie zmniejsza nasze prawa w stosunku do nich. To skrajnie odmienne podejście od tego w Anglii, gdzie np. na uczelni wykładowca i student są partnerami. Otrzymuje się wsparcie i pomoc bez rozliczania czy pouczania. Nikt nie próbuje narzucać swojego „wiem lepiej”, nawet jeśli wie lepiej, bo dla niego życie to nie wyścig po własne poczucie wartości kosztem innych.

3. Ucieczka od siebie

Pod pierwszą częścią tego wpisu jedna z osób komentujących napisała mądre zdanie: „Ta nadgorliwość to ucieczka od samego siebie i tego, żeby nie zająć się sobą”. A nie zajmują się sobą ludzie, którzy nie lubią siebie, nie są szczęśliwi i spełnieni. Główne emocje, które ich pochłaniają to złość, frustracja, zawiść, zgorzknienie. Ekscytują się życiem innych, zagłuszając w ten sposób potrzebę kontaktu z samym sobą. Człowiek mający wystarczająco ciekawe życie nie ma niezdrowego pragnienia podglądania innych i wtrącania się w czyjeś sprawy. Na przykład matka, która ma zajmującą pracę, pasje, zainteresowania, przyjaciół – daje wolność swoim dzieciom (małym i dorosłym) i nie próbuje zrealizować na nich swoich niespełnionych ambicji.

Skoro już znamy przyczyny intruzywnych zachowań, teraz spójrzmy krótko, jak się chronić i przeciwstawić.

Jak reagować?

Gdy jesteś ofiarą niechcianej rady, słusznie możesz mieć potrzebę odpowiedzenia. Masz prawo czuć się zirytowany i zniesmaczony. Cieszy mnie fakt, że nie ma uniwersalnego i wzorowego modelu reakcji. Możesz reagować dowolnie. Nie dam Ci tu gotowego przepisu, bo chodzi o to, byś sam znalazł swoją odpowiedź. Nie będę Cię od razu zachęcać do postawy asertywnej, bo nie zawsze musimy zachowywać się idealnie, być szalenie grzeczni i uprzejmi. Warto czasem zdjąć z siebie tę narzuconą powinność. Wiele zależy od sytuacji, tematu i osoby, która nam udziela rad. Nie bez znaczenia jest też etap rozwoju, na jakim w danym momencie się znajdujesz. Wymaganie od osoby, która przez większość życia wybierała postawę uległą lub agresywną, by natychmiast zmieniła swoje zachowania na asertywne, jest nieporozumieniem szczególnie w sytuacji, gdy ktoś przekracza jej granice. Celem jest zachować się zgodnie ze sobą.

nieproszone rady jak reagowac

Zatem zapytam Cię: „Co Ty czujesz, gdy słyszysz nieproszoną radę?”, Co masz ochotę powiedzieć tej osobie?”, „I co chciałbyś przez to osiągnąć?”. Gdy za każdym razem odpowiesz sobie szczerze na te pytania, będziesz mógł obronić swoje terytorium, przekształcając je we właściwą (wybraną przez Ciebie) formę przekazu. Warto próbować różnych metod, nie bój się testować na ludziach, by następnie móc przeanalizować i zostawić to, co Ci się podobało oraz zmienić rzeczy, które Ci nie pasują. Możesz sobie pozwolić na większą bezpośredniość i bezczelność wobec tych, których widzisz pierwszy i ostatni raz w życiu i którzy nie mają żadnego dla Ciebie znaczenia. Możesz pobawić się w konfrontację: zrobić mini wykład na temat nieproszonych rad, zaczynając od słów: „Zauważyłam, że niektórzy ludzie mają silną potrzebę doradzania innym, nawet gdy nie są o to proszeni…” i wciągnąć rozmówcę w dyskusję. Ignorowanie też jest dobrą metodą, gdy jesteśmy zmęczeni. Choć nie wierzę ludziom, którzy nigdy nie próbują jakkolwiek zaprotestować, twierdząc, że przyzwyczaili się do takich ludzi. Jasne, można przyzwyczaić się do każdej przemocy. Jednak człowiek wystarczająco wrażliwy i inteligentny emocjonalnie nie może nieskończenie tolerować namolnych zachowań. Najbardziej lubię stosować ironię i sarkazm, co daje mi możliwość zdystansowania się do sytuacji i obrócenia czasem sytuacji w żart:

  • „Naprawdę? W życiu bym na to nie wpadła!”
  • „Dzięki! Jak będę potrzebować pomocy, to obiecuję, że będziesz pierwszą osobą, do której się zgłoszę”

Do tej pory potrafię mocno odpysknąć, gdy ktoś stosuje nachalne doradztwo na mojej osobie. Na szczęście zmiana środowiska i kraju w dużej mierze wyeliminowała takie przypadki. No chyba że spotykam Polaków lub Włochów 😉

Prawdziwą wolność i wybór zachowań ma osoba, która zna wszystkie cztery postawy – uległa, agresywna, asertywna, manipulacyjna – i odpowiednio do sytuacji wybiera tę, którą uzna za najsłuszniejszą.

Zamykając trzy części artykułów, pamiętaj, że każda rada, o którą nie prosiłeś, jest przekraczaniem Twojego terytorium. Gdy chcesz komuś udzielić prawdziwej pomocy, upewnij się, że będzie ona realizacją potrzeb tej osoby, a w pierwszej kolejności okaż empatię. Bądź świadomy, że im większy indywidualizm kulturowy, tym większe poszanowanie otrzymuje jednostka. I na koniec, nie krępuj się wyrazić głośno, że nie potrzebujesz tej rady – w ten sposób możemy wyedukować zdrowsze społeczeństwo.

Ani